Dzień Dobry! Rozdział mi się w ogóle nie podoba. Chciałam pociągnąć to dłużej, ale już nie umiem. Także spodziewajcie się za jakiś czas Epiloga. Podam Wam później mój drugi blog, który również będzie o Arsenalu. Stej tjund. :)
______________________________________
Miesiące mijały bardzo szybko. Nie zdążyliśmy się nawet obrócić i już mamy wakacje. W szkole wszystkich unikałam, przez co mogłam skupić się na nauce. Wyciągnęłam się z wszystkich przedmiotów i spokojnie dostałam się do trzeciej gimnazjum.
Niedługo minie rok, odkąd poznałam Alexa. Nie jest to długo, a jednak czuję się jakby minęła wieczność. Wytłumaczyliśmy sobie wszystko, co ostatnio się działo. Od tego czasu wszystko jest w pożądku.
Jeśli chodzi o przyjaciół, to nadal mam kontakt z Louisem. Olaliśmy te ostatnie plotki i przyjaźnimy się tak jak przed tym. Nie mamy zamiaru czegoś zmieniać. Jeśli chodzi o Piotrka, dzwonił do mnie ostatnio. Przeprosił mnie za nie odzywanie się, ale był zestresowany przed finałem. Razem ze Zbyszkiem i Krzyśkiem osiągnęli co chcieli i są dwukrotnym mistrzem Polski. Michał natomiast musiał walczyć o III miejsce, które razem z drużyną udało mu się zdobyć.
Zbigniew razem z Karoliną wyjechał na tydzień do Włoch,gdzie on oświadczył się mojej przyjaciółce. Była niesamowicie szczęśliwa. Wrócili i widać, że są zakochani. Jeśli chodzi o wyjazdy, to wyjeżdżamy na wakacje do Londynu. Zbyszek tylko na tydzień, gdyż zaczyna się sezon reprezentacyjny i musi jechać na zgrupowanie.
Siedzieliśmy w samolocie i lecieliśmy. Siedziałam przy okienku i patrzyłam na Ziemię z góry. Niesamowity widok, którego nigdy nie zapomnę. Położyłam swoją głowę na ramieniu Alexa i powoli zasypiałam. Nie dał mi usnąć, złapał mój podbródek i przysunął głowę tak, że mogł spokojnie patrzeć mi w oczy. Za każdym razem zakochuję się w jego oczach ponownie. Pocałował mnie krótko i pozwolił mi znowu położyć głowę na jego ramieniu.
Kiedy już dostaliśmy swoje bagaże na lotnisku, poszliśmy w kierunku parkingu. Poznałam samochód i chłopaka, opierającego się o niego. Pobiegłam do niego i mocno go przytuliłam. Był to Theo. Przyjechał po nas. Usiadłam z przodu, a reszta z tyłu w samochodzie. Zaczęłam rozmawiać z Theo o różnych rzeczach. O szkole, o jego dziewczynie i o moim chłopaku.
-Był tak rozkojarzony, że parę razy biegając wbiegł w Wojtka, który za każdym razem się wkurzał. Albo jak raz na trening przyszedł bez spodni. Dobrze, że w ogóle miał bokserki, bo inaczej..
-Theo, skończ. - powiedział wkurzony Alex. Ja zaczęłam się głośno śmiać.
-Debil. - Theo powiedział przez śmiech.
-Ciota.
-Niewychowane dziecko, które zapomina ubierać spodni wychodząc na dwór.
-Bynajmniej niektórzy mają pewność, że jestem facetem, a nie tak jak ty. - powiedział, a Zbyszek zaczął się śmiać.
-To było trochę bezsensowne. - nadal się śmiał.
-Ty jesteś bezsensowny. - teraz Alex uwziął się na Zbyszka.
-A ty żałosny. - spojrzałam na Theo, a on na mnie. Puściliśmy na cały samochód muzykę, tak abyśmy ich nie musieli słuchać.
Nie jechaliśmy od razu do mieszkania, tylko przejechaliśmy się na trening. Chłopcy poszli się przebrać, a ja poszłam wszystkich witać. Zauważyłam Jacka, który rozmawiał z Aaronem. Pokazałam mu, żeby był cicho i nic nie mówił. Pobiegłam i wbiłam Aaronowi palcr w żebra.
-Kurr... O, Mell. - zaśmiał się. Przytulił mnie. -Stęskniliśmy się wszyscy.
-Noo, nawet bardzo. - dołączył się Jackie.
-Mell! - Poldi podbiegł razem z Perem i przytulił mnie. Per rozmawia ze mną już normalnie, nie jak kiedyś.
-Meeel! Tęskniliśmy! - tym razem podbiegł Wojtek, Gibbo, Verma i Olivier. Przytulili mnie. Następnie podszedł do mnie nowy nabytek Arsenalu.
-Nacho. - podał mi rękę.
-Mell. - odwzajemniłam gest. -Dziewczyna tego debila. - wskazałam na Alexa. Po jakimś czasie wszyscy już staliśmy w kółku i rozmawialiśmy.
-Chłopaki! Ruszać tyłki! - krzyknął Boss. Podeszłam do niego i przytuliłam go na powitanie. Wzięłam mu z ręki aparat i zaczęłam robić zdjęcia.
Wieczorem w mieszkaniu zebrało się parę osób. Przyszedł Theo, Jack i Aaron. Wspólnie siedzieliśmy przy kolacji i rozmawialiśmy. Kiedy dowiedzieli się o zaręczynach Karoliny i Zbyszka, pobiegli do sklepu i kupili alkohol.
-Przypominam o jutrzejszym treningu. - powiedziałam po ich drugiej kolejce.
-Marudzisz. - odezwał się Theo. -Masz. - podał mi kieliszek.
-Ja pierdole.. - Alex złapał się za głowę. Wszyscy zaczęli mówić mu, że jest głupi. Ten nie wiedział o co chodzi.
-7 miesiąc. - powiedziałam cicho.
-Przepraszam... - Theo spuścił głowę. Siedzieliśmy w ciszy przez parę minut. Wstałam i poszłam do kuchni. Za mną przyszedł Alex.
-Przepraszam za niego. - powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Przytuliłam się i zaczęłam płakać. Tak, jestem w siódmym miesiącu ciąży. Będę rodziła w Londynie i prawdopodobnie tutaj zostanę. Czas pokaże.
Spać poszłam wcześnie. Nie miałam już na nic sił.
23 kwi 2013
Rozdział 30
31 mar 2013
Rozdział 29
Melania
Tygodnie mijały bardzo szybko i dzień, w którym Alex przyjedzie do Polski zbliża się wielkimi krokami. Tęskniłam za nim i codziennie wieczorem płakałam, że nie mogę być przy nim. Przy złym i przegranym meczu uspakajać go i pocieszać, a po wygranym meczu cieszyć się razem z nim. Brakowało mi go każdego dnia.
W weekendy zazwyczaj nie ma mnie w domu. Jestem wtedy u Tatiany lub spaceruję po mieście z Louisem. Lepszego przyjaciela, nie licząc Theo, nie mogę sobie wyobrazić. Mogę z Louisem porozmawiać o wszystkim. Wygłupiamy się i śpiewamy. Dużo osób mogłoby pomyśleć, że jesteśmy razem, jednak wszyscy wiedzą, że mam chłopaka.
Kolejny wyczerpujący dzień w szkole mijał powoli. Wydawało mi się, jakby każda lekcja dłużyła się w najlepsze. Kiedy była przerwa przed ostatnią lekcją, wydarzyło się coś czego się nie spodziewałam. Wszyscy mi i Louisowi życzyli szczęścia.
-O co chodzi? - zapytałam go ze zdziwieniem.
-Jakbym wiedział to bym Ci powiedział. - również był zdziwiony. Kiedy podeszła do nas Lucy, miała pretensje do mnie.
-Przecież wiedziałaś, że on mi się podoba! - krzyknęła chyba za głośno, ponieważ Louis to usłyszał.
-O co Wam wszystkim chodzi? Przecież ja się z nim przyjaźnię. - odparłam lekko zmieszana.
-O to, że wszyscy mówią, że jesteście razem!
-Co?! - krzyknęłam równo z Louisem. Spojrzałam na niego z dużymi oczami i z niedowierzaniem.
-Przecież my razem nie jesteśmy! - Louis podniósł głos.
-Kto to wymyślił?! - krzyknęłam.
-Ja wszystkim powiedziałam. Przyznajcie się. Widziałam Was nawet jak szliście za rączkę. - prychnęła, odwróciła się i odeszła. Chciałam iść za nią i jej przywalić, ale Louis zatrzymał mnie w porę. Do końca szkoły chodziłam poddenerwowana i na każdego podnosiłam głos. Nie wierzę. Modliłam się w duchu, żeby tylko Alex się o niczym nie dowiedział.
Do domu wróciłam szybko. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Niestety nawet w domu dowiedzieli się o moim "związku" z Louisem. Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać. Dlaczego oni mi to robią?
Obudziłam się wieczorem. Wyczerpana wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Nie odezwałam się do nikogo. Wzięłam prysznic, jednak wcale lepiej mi nie było. Gdy wracałam do pokoju, zaczepiła mnie Karolina. Pociągnęła w stronę jej pokoju i kazała mi usiąść. Bez słowa zrobiłam to o co mnie prosiła. Usiadła obok mnie i chwilę siedziałyśmy w ciszy.
-Jesteś z nim? - zapytała cicho.
-Nie. - odparłam sucho.
-Dlaczego mi mówią, że z nim jesteś?
-Lucy sobie takie coś wymyśliła, bo widziała nas razem na spacerze. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Po tej odpowiedzi do pokoju wparował Zbigniew. Widząc go straciłam ochotę na tą rozmowę. Wiedziałam, że będzie się mnie czepiał. Miałam rację, zaczął od razu gdy mnie zobaczył.
-Myślisz, że będziesz go mogła tak zdradzać?! Ja do niego zadzwonię! - krzyczał.
-Nie wiem czy wiesz, ale mam Cię w dupie. - powiedziałam i wstałam. - Zakochany w sobie siatkarz. - prychnęłam wychodząc. Zatrzasnęłam drzwi i wróciłam do siebie do pokoju. Najlepiej będzie, jak jutro nie pójdę do szkoły. Położyłam się spać i nawet nie zadzwoniłam do Alexa.
Anna
Wstałam z bardzo dobrym humorem. Wiedziałam, że nic nie jest w stanie mi zepsuć tak pięknego humoru. Pewnie zastanawiacie się dlaczego mam taki humor. No to tak..
Ostatnio z Michałem dogaduję się jeszcze lepiej. Zerwał on kontakt z Alą, co mnie bardzo ucieszyło! Jednak uwiesiła się ona teraz na Grzegorzu. Nie podobało mi się to, ponieważ Grzesiek to mój przyjaciel. Mimo, że nie znamy się długo. Na szczęście on wie, jak bardzo nie lubię Ali, więc nie chce mieć z nią nic do czynienia.
Zamówiłam ostatnio bilety i wspólnie z Michałem i Pauliną jedziemy na koncert Happysad. Koncert ten odbędzie się dzisiaj wieczorem.
Biegałam po pokoju jak głupia. Szukałam koszuli, którą wczoraj położyłam na stoliku. Byłam pewna, że ją tam dałam. Biegłam do kuchni, ale w połowie przekrzywiła mi się kostka i nie mogłam biec dalej.
-Kurna. - powiedziałam sama do siebie. Stwierdziłam, że będę ukrywała ból, bo naprawdę chcę na dzisiejszy koncert. Wstałam i powoli poszłam do kuchni.
-Cześć, kotku. - przywitała mnie mama.
-Hej. Widziałaś może moją koszulę, którą wczoraj położyłam na stoliku?
-Nie przypominam sobie, żebym ją brała czy coś. Mogę się założyć, że rzuciłaś na kanapę i wpadła za nią. - powiedziała, szykując obiad. Ja strzeliłam tak zwanego "facepalma" i wróciłam do pokoju. Wskoczyłam na kanapę i szukałam za nią mojej koszuli. Mama miała rację - leżała za nią. Wzięłam jeszcze czarne rurki. Poszłam do łazienki, umyłam i przebrałam się. Koszulkę włożyłam do spodni, żeby jakoś to wyglądało. Włosy spięłam wysoko w kucyk. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Michał już czeka.
-Hej. - przywitałam się z nim i dałam mu buziaka w policzek.
-Cześć. - uśmiechnął się szeroko. -Masz zamiar tam jakiegoś wyrwać? Nieźle się naszykowałaś. - zaśmiał się.
-Oczywiście, że mam zamiar. - odwróciłam i również się uśmiechnęłam. Poszliśmy do kuchni, zjadłam szybko obiad i ubrałam buty. Michał śmiał się, że nawet jak ubiorę wysokie buty to jestem od niego mniejsza. Czasami czuję się jakbym była starsza. Zawsze miałam gdzieś mój wiek i zachowywałam się tak jak chciałam.
Melania
Luty nie można zaliczyć do dobrych. Przedwczoraj kanonierzy przegrali z Bayernem Monachium. Przeciwnicy pokazali dobrą grę i wygrali 3:1. Po meczu popłakałam się i parę godzin leżałam w łóżku płacząc. Od tego meczu Alex nie odzywa się do mnie. Mogłam podejrzewać Zbigniewa. Mogę się założyć, że dzwonił do Alexa i powiedział mu o całej tej plotce. Od tych dwóch dni nie ruszam się z domu. Nie mam w ogóle ochoty na towarzystwo.
Wieczorem, jak zawsze, słuchałam dołującej muzyki i uzupełniałam mój zeszyt z informacjami o meczach Arsenalu i o wszystkich kontuzjach. Usłyszałam pukanie do drzwi, jednak nie otworzyłam. Po 5 minutach pukania w końcu wstałam i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Alex.
-Co ty tu robisz? - zdziwiłam się.
-Musimy porozmawiać. - Wszedł wkurzony do pokoju, a ja zamknęłam za nim drzwi. -Dlaczego?
-Dlaczego co? - nie wiedziałam o co chodzi.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś z tym Louisem? - zapytał spokojnie, jednak wiedziałam, że w środku już się gotuje.
-Ja z nim nie jestem. - wiedziałam, że mu powie. Wiedziałam...
-Słyszałem co innego.
-Wierzysz siatkarzowi, a nie swojej dziewczynie?! - podniosłam lekko głos.
-Wytłumaczysz mi to? - zapytał i usiadł na krześle. Usiadłam na przeciwko niego.
-Louis jest moim przyjacielem od dziecka. Lucy, dziewczyna, której Louis się podoba, widziała nas raz gdzieś na jakimś spacerze. Zaczęła wszystkim rozpowiadać, że jesteśmy razem.
-Na pewno coś było, inaczej by takiego czegoś nie gadała.
-Daj mi dokończyć. Ona jest po uszy w nim zakochana i poza nim świata nie widzi. Jest zazdrosna, bo ja się z nim przyjaźnię, a ona z nim nawet nie rozmawia. Możesz zapytać go, Tatiany i Kevina. Byliśmy wtedy wszyscy razem na spacerze.
-Ciężko mi uwierzyć.
-Nie chcesz wierzyć to nie. - Wstałam i wyszłam z pokoju. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Prysznic zawsze pomagał mi, jak byłam wkurzona. Nie wiedziałam czy mi uwierzy, czy nie. Nie widziałam go ponad miesiąc i jeszcze się ze mną tak przywitał.
Po 40 minutach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju zobaczyć czy Alex jeszcze jest. Nie było go. Poszłam do kuchni i dołączyłam do kolacji. Wypytywali mnie co się stało. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, więc zapytałam tylko gdzie jest Alex.
-Poszedł się przejść jakieś 30 minut temu. - odpowiedziała Karolina. - Ze Zbyszkiem. - dodała po chwili.
-Aha. Wróci do domu? - nie odrywałam wzroku od jedzenia.
-Tak. - odpowiedziała i wróciła do jedzenia. Po kolacji poszłam do pokoju i znowu usiadłam przy biurku. Pióro rozlało mi się na "złotym" zeszycie. Wkurzona wyrwałam te dwie kartki i zapisywałam wszystko od nowa. Po 10 minutach wrócił Alex. Usiadł na łóżku i wpatrywał się we mnie. Wzięłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i zaczęłam głośno słuchać muzyki. Pisałam dalej w zeszycie i już nie zwracałam uwagi, na mojego chłopaka, który siedział 3 metry ode mnie. Nagle poczułam lekki pocałunek na policzku. Odwróciłam się, a nade mną stał uśmiechnięty chłopak. Wstałam i przytuliłam się do niego. Staliśmy tak parę minut, nie mówiąc nic.
-Przepraszam, że Ci nie wierzyłem.
-Wybaczam. - uśmiechnęłam się lekko i dalej stałam wtulona w niego. -Kocham Cię. - powiedziałam cicho, nie odrywając się od Alexa.
-Ja Ciebie też. - pocałował mnie w czoło.
Siedzieliśmy na łóżku do późnej godziny. Do łóżka położyliśmy się po północy. Usnęłam wtulona w niego.
* * * *
Obudziłam się i ziewnęłam szeroko. Spojrzałam na chłopaka, który spał w najlepsze i chyba nie miał zamiaru wstawać. Położyłam się jeszcze i rozmyślałam nad tym, jak zrobić, by Lucy się od nas odczepiła. Po 10 minutach znów spojrzałam na chłopaka.
-Nie śpisz? - zapytałam go w tym samym momencie, co on mnie. Zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Nie patrz tak na mnie! - krzyknęłam lekko, dalej się śmiejąc. Alex zrobił duże oczy, a usta zrobił w stylu królika. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej. - Która godzina? - zapytałam po chwili.
-12 - odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Dałam mu buziaka i wstałam. Wzięłam do ręki jego koszulkę.
-Mogę? - wskazałam na nią. Uwielbiałam chodzić w jego koszulkach. Potwierdził kiwnięciem głowy. Spojrzałam na niego, a on odwrócił się. Zaśmiałam się cicho i również się obróciłam, by przebrać koszulkę. Wzięłam pierwsze lepsze dresy i szybko je ubrałam, póki Alex się nie patrzy. - Już. - zawiadomiłam go, a on od razu się odwrócił. - Tak w ogóle to Arsene pozwolił Ci przyjechać do Polski? - zapytałam zdziwiona.
-Tak, ale na nie cały tydzień. Obiecałem, że będę trenował i biegał. Także dzisiaj idziemy biegać, a później będziesz ze mną grała w piłkę. - odpowiedział śmiejąc się. Odsłonił okno. - Idealna pogoda na bieganie. - Miał rację. Na koniec Lutego pogoda jest piękna. - Idziemy jeść? Zgłodniałem.
-Pewnie. - powiedziałam i ciągnęłam go za rękę w stronę kuchni. Karolina siedziała tam ze swoim chłopakiem. Usiadłam jak najdalej niego i zaczęłam szykować jedzenie dla mnie i Alexa.
-Dawaj płatki. - powiedział Alex, a ja wyciągnęłam dwie miski, nesquik, mleko i dwie łyżki. - Zdrowo. - zaśmiał się. Uśmiechnęłam się do niego i wróciłam do jedzenia.
-Robicie dzisiaj coś ciekawego? - zapytała Karolina.
-Idziemy biegać, a później pograć w piłkę. Alex obiecał trenować. - zaśmiałam się.
-Aaa, fajnie. - uśmiechnęła się do nas. -Myślałam, żeby wieczorem pooglądać jakiś film. - zaproponowała.
-W sumie.. Czemu nie. - spojrzałam na Alexa, który również się zgodził. Dokończyliśmy śniadanie i poszliśmy się ubierać i szykować. Ja pierwsza zajęłam łazienkę.
Ubrałam swoje buty do biegana i już byłam gotowa. Wyszłam na dwór i zauważyłam, że nie jest bardzo zimno. Po śniegu zero śladu. Poczekałam chwilę na Alexa, a później ruszyliśmy. Biegliśmy przez park, gdzie spotkaliśmy paru znajomych. Przywitałam się tylko i biegłam dalej. W połowie się już zmęczyłam i nie miałam siły dalej biegać.
-Przerwa. - zatrzymałam się i usiadłam na ławce. Alex stał dalej i rozgrzewał się w miejscu. -Ja bym nie dała rady tyle trenować, biegać i cokolwiek jeszcze. - stwierdziłam i z ciekawością patrzyłam na Alexa.
-Da się przyzwyczaić. - uśmiechnął się. Po chwili wstałam i biegliśmy dalej. Do domu wróciliśmy po godzinie. Zjedliśmy obiad i od razu wróciliśmy na podwórko, by pograć w piłkę. Zamknęłam psy w kojcu, żeby nie biegały za piłką i nam jej nie brały. Wzięłam piłkę pierwsza i próbowałam trafić do bramki. Alex śmiał się ze mnie, że nie zawsze się udawało.
-Nie śmiej się ze mnie! Już z Tobą nie gram! - udawałam obrażoną i usiadłam na ziemi. Alex usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Uwielbiam jak Ci coś nie wychodzi, a nadal próbujesz walczyć, żeby Ci się udało. Nie każda dziewczyna próbuje tyle razy. One nie walczą. A ja mam dziewczynę, która walczy i jej się udaje. - pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam się do niego..
Wieczorem, tak jak obiecaliśmy, oglądaliśmy z Karoliną i Zbyszkiem film. Tym razem wybraliśmy Ostatnią Piosenkę. Mimo, że oglądaliśmy to parę razy. Dzisiaj była moja kolej do wybierania, więc padło na ten. Przytuliłam się do Alexa i rozwaliłam się na kanapie.
-Pachniesz koksem. - zaśmiał się Alex.
-Krem. - również się zaśmiałam. Przytuliłam się do niego jeszcze bardziej i z ciekawością oglądaliśmy. W paru momentach musiałam się oczywiście popłakać, a Alex wycierał łzy, które spływały po moich policzkach. Spać poszliśmy po północy. Za niedługo Alex znów jedzie do Londynu, a ja zostanę sama, bo wszyscy się ode mnie odwrócili...
______________________________________
PRZEPRASZAM! :C przepraszam, że tak dawno nic nie pisałam :(
To wiadomość: Anna będzie się pojawiać tylko wtedy, kiedy nie będę miała pomysłów na Melanię. He he he.
Pozdrawiam! :)
25 lut 2013
Rozdział 28
Witam :) Dzisiaj coś krótkiego. Ostatnio mi się trochę ciężko pisze, więc jest trochę krótsze niż zawsze. Mam nadzieję, że się spodoba :) komentarze mile widziane :3
_____________________________
Melania
Tydzień minął i wszystko wróciło do normy. Szkoła, dom, nauka, skype, spanie i od nowa. Z Alexem rozmawiam codziennie, a z Theo tak co drugi dzień. Powiedział, że pilnuje razem z Olivierem Alexa, co mnie ucieszyło.
Nikomu nie mówiłam o wydarzeniu w Londynie. Myślałam nad tym dużo razy i jeśli będę w ciąży - usunę ciążę. Nie dam rady zajmować się dzieckiem, skoro sama nim jestem.
Do szkoły muszę jeszcze wszystko nadrobić. Na szczęście nie ma tego dużo po sylwestrze. Mam do napisana sprawdzian z Geografii i Matematyki.
Siedziałam nad geografią, kiedy usłyszałam dźwięk mojej komórki. Wstałam szybko i szukałam jej. Okazało się, że leży na łóżku. Na wyświetlaczu przeczytałam “Oli“. Odebrałam szybko i słuchałam go cały czas. Miał mi coś ważnego do powiedzenia. Zamknęłam drzwi i usiadłam wygodnie na łóżku.
-Byłem dzisiaj na spacerze, jak zawsze, z Jennifer. - zaczął i zaciął się. Nie odzywałam się tylko czekałam na resztę wiadomości. -No i spotkałem Alexa z tą dziewczyną. - momentalnie zrobiło mi się nie dobrze.
-Kontynuuj. - powiedziałam jak na razie spokojnie.
-Ale spokojne, nie szli ani objęci, ani za rączkę. Tylko obok siebie i rozmawiali. Zadzwoń do niego i zapytaj po prostu. - polecił mi. Porozmawiałam z nim tylko chwilę, bo on kazał mi zadzwonić do Alexa. Zrobiłam to o co on mnie prosił. Zapytałam o tę dziewczynę.
-Ehh... - westchnął. -Byłem z nią tylko na spacerze. Nic się nie wydarzyło. Spokojnie. - opanował sytuację.
-Wierzę Ci, ale nie chcę żebyś się z nią spotykał. Ona na Ciebie leci, widziałam jak się obok Ciebie kręciła.
-Ja Cię kocham i nigdy Cię nie zdradzę. - powiedział, po czym cmoknął do słuchawki. -Ja muszę kończyć, bo trening. - rozłączył się. Odłożyłam komórkę i poszłam z psem na spacer.
Nie myśląc poszłam na ulicę, gdzie mieszka moja rodzina. Przeszłam obok przyglądając się. Nic się nie zmieniło.. Wszystko takie same. Przyglądałam się tak długo, że nawet nie zauważyłam siostry, która stała obok mnie.
-Przepraszam. - przytuliłam się do niej.
-Nie dziwię się, że tak zareagowałaś. Teraz masz lepsze życie i nic Ci tego nie spieprzy. - mówiła powoli, spokojnie.
-Taaaaaaaaaa... - poczułam się bez sił.
-Co się dzieje? - spojrzała na mnie uważnie.
-Chodź, opowiem Ci.
Anna
Jak myślałam - Grzegorz wydaje się całkiem w pożądku. Jest u nas od dwóch dni i dogaduję się z nim w najlepsze. Okazało się, że kibicuje tym samym drużynom co ja - Arsenal Londyn i Borussia Dortmund. Mogłam z nim porozmawiać i nie wstydzić się, że pomylę jakieś fakty.
Grzegorz z wyglądu jest całkiem przystojny. Wysoki jest - ma 1,90 centymetrów. Jest brunetem i ma brązowe oczy. To teraz ma same plusy, zobaczymy co okaże się później - po paru dniach.
Grzegorz, zwany również Pandą - po nazwisku, dogaduję się bardzo dobrze z Michałem. Cieszę się, bo dzięki temu możemy spotykać się w grupie. Zawsze wolałam spotkania w grupie. Na dodatek w grupie chłopaków. Dziewczyny są zawsze takie puste i jarają się każdym słowem jakiegoś chłopaka.
Siedząc po południu w parku z Michałem i Grześkiem dostałam dziwną wiadomość.
-Całe miasto spotyka się na rynku o godzinie 16. Robimy Harlem Shake! - przeczytałam, po czym zaczęłam się głośno śmiać.
-Boże, co za ludzie! Chyba im coś spadło na łeb. - Michał był takiego samego zdania jak ja. Natomiast Grzesiek zgodził się i powiedział, że chętnie by popatrzył. Zgodziliśmy się, bo przecież może być śmiesznie. Mam nadzieję, że nie będę musiała w tym uczestniczyć. Zawsze sądziłam, że takie coś to po prostu żenada.
Doszliśmy na rynek i zauważyliśmy dużą grupę ludzi, którzy stali w kółku i umawiali się co i jak. Cieszyłam się, że było ich tak dużo, ponieważ mogłam stać i tylko się przyglądać. Grzesiek poszedł do nich i stwierdził, że im pomoże.
-Oni nie są normalni. - zaśmiałam się.
-Dokładnie. Nie wiem co w tym takiego fajnego. Wyjdą na debili. Ahh.. Ludzi nie ogarniesz. - Michał zaczął się śmiać i objął mnie. Zawsze tak robił. To tylko gest przyjacielski, ale mimo wszystko.. Poczułam tak zwane “motylki“ w brzuchu. Wiadomo, że podoba mi się od paru lat. Nagle poczułam, że ktoś dźgnął mnie w plecy. Lekko podskoczyłam i szybko odwróciłam się, by sprawdzić kto to.
-Robert, nie strasz.
-Wiesz, że lubię straszyć ludzi.
-A siebie lubisz straszyć?
-Nie wiem jak. - posmutniał.
-Spójrz do lustra, od razu się przestraszysz. - uśmiechnęłam się do niego zwycięsko. Ten zaśmiał się tylko lekko i odszedł. Spojrzałam na Michała, a on na mnie. Myśleliśmy, że Robert się obraził, że tak od razu poszedł. Zawsze obrażał się o byle co.
Po paru minutach siedziałam z Michałem na ziemi i oglądaliśmy “występ“. Śmialiśmy się z każdego z osobna.
-Kto w ogóle jest w tym worku? - zaczęłam się głośno śmiać.
-Zgaduję, że jakiś debil. Jak wszyscy, którzy tu tańczą. - uśmiechnął się szeroko.
-Fakt. Ej, pojechałabym na jakiś koncert.
-Możemy jechać. Tylko na jaki? No i problem z dojazdem.
-Słyszałam, że ma być Dżem i Enej. Sprawdzę dzisiaj. - Michał zgodził się i dalej oglądaliśmy. Nagle ktoś usiadł obok Michała. Okazało się, że to Alicja. Nie odezwałam się do niej ani słowem. Siedziałam tylko i przyglądałam się Grześkowi. Zauważyłam, że Ala zbliża się do Michała coraz bardziej. W myślach wyzywałam ją już od najgorszych.
-Idę do Grzesia. Jak coś to przyjdź później. - powiedziałam do Michała i dałam mu buziaka w policzek. Poszłam do Grzesia i zaczęłam komentować jego występ.
-Jesteś debilem. Ja Cię nie znam jak coś. - śmiałam się głośno.
-Jak żyć to na całego. Musisz korzystać z życia i bawić się w najlepsze, Aniu! - powiedziałam, po czym ja zaczęłam się nad tym zastanawiać. Miał rację, trzeba z życia korzystać i żyć tak, jakby nie miało być jutra. - Michał z nami nie idzie? - zapytał po chwili.
-Nie.. Zagadał się z Alą. - powiedziałam cicho.
-Jaką Alą? - zapytał i wzrokiem ich szukał.
-Wytłumaczę Ci w drodze. Idziemy do domu? - uśmiechnęłam się. Zgodził i od razu ruszyliśmy do domu. W drodze wszystko mu wytłumaczyłam.
Melania
Siostra była w szoku. Powiedziała, że miałam to zgłosić na policję. Teraz już niestety za późno. Powiedziała, że jak sprawdzę to mam do niej od razu zadzwonić. Obiecała mi jakoś pomóc i wybiła mi z głowy usunięcie dziecka. Dziękowałam jej za to bardzo. Opowiedziała mi co u rodziny słychać i u jej męża i dziecka. Wszystko było w pożądku. Ja również opowiedziałam jej mój pobyt w Londynie. Cieszy się, że jestem z Alexem. Poznała go na początku i teraz myśli, że on będzie dobrze się mną opiekował.
Wieczorem umówiłam się na spacer z Tatianą, Kevinem i Louisem. Był piątek, więc nie musiałam się uczyć. Karolina wieczór spędza z Zbigniewem. Gdybym miała być szczera, to powoli Zbyszek mnie wkurza. Jest pewny siebie, chamski i mówi to co myśli. Nie raz mi powiedział, że już nie jestem dzieckiem i nie powinnam się tak głupio zachowywać. Podziwiam Karolinę za to, że z nim wytrzymuje. Jeszcze nigdy wcześniej nie poznałam tak pewnej siebie osoby. Jak przyjeżdża to zawsze umawiam się z Tatianą lub Louisem. Unikam go po prostu.
Wychodząc z domu zauważyłam Louisa. Stał i bawił się komórką. Nie umawialiśmy się wcześniej, że po mnie przyjdzie. Ucieszyłam się, bo bynajmniej nie muszę tak daleko iść sama. Podeszłam do niego i przywitałam się. Ruszyliśmy od razu. Rozmawialiśmy całą drogę o szkole, nauczycielach i ludzi z naszej szkoły. Zapytał o Alexa, a po mojej odpowiedzi zapadła cisza. -A ty masz jakąś dziewczynę? - zapytałam miło po chwili, by przerwać ciszę.
-Nie, ale ostatnio Lucy się mnie uczepiła. - powiedział, a następnie się skrzywił.
-Nie lubisz jej, prawda? - spojrzałam na niego z uśmiechem. -Niee! - aż krzyknął. - za mądra jest.
Czas z przyjaciółmi mijał mi bardzo szybko. Skakaliśmy, wygłupialiśmy się i rozmawialiśmy bardzo głośno. Zachowywaliśmy się, jakbyśmy coś brali. Tego właśnie mi brakowało. W ich towarzystwie nikt mi nie powie, że nie powinnam się tak zachowywać. Nawet oni zachowywali się tak samo.
-Dobra, my już wracamy. Późno jest. - powiedziała Tatiana.
-Niee. Proszę. - posmutniałam.
-Dlaczego? - zapytał Kevin.
-Bo znowu pan Zbigniew przyjechał.
-To się w pokoju zamknij i zadzwoń do Alexa. - powiedziała Tatiana z uśmiechem.
-On dzisiaj u rodziny jest. Razem z Theo.
-To zadzwoń do... No nie wiem. Dużo tych kanonierów tam masz. - zaśmiała się. Ja kiwnęłam tylko głową i pożegnałam się z nimi. Louis poszedł mnie odprowadzić, jak zawsze.
Wieczorem zabolał mnie mocno brzuch. Poszłam do kuchni i usiadłam przy stole.
-Są może jakieś tabletki? Bo strasznie mnie brzuch boli. - zapytałam “mamy“, która siedziała na przeciwko i czytała gazetę.
-Tak, są. Chwileczka. - wstała i szukała w szafie tabletek. Dała mi jedną i chwilę jeszcze popytała dlaczego mnie boli. Poszłam szybko do łazienki, wzięłam prysznic i poszłam do łóżka. Niestety nie mogłam się uspać przez straszny ból. Wzięłam komórkę i napisałam SMS-a do Alexa.
“Hej, kochanie :* masz czas rozmawiać? “
Po minucie usłyszałam dźwięk komórki. Odebrałam szybko.
-Stało się coś, że tak późno? - zapytał z troską.
-Brzuch mnie bardzo boli i spać nie mogę. - powiedziałam smutno. -A to mogę z Tobą porozmawiać. Olejmy Theo, który obok siedzi. - śmiał się.
-Siema Theo! - krzyknęłam do słuchawki.
-Auuaa! To bolało! - Alex udawał obrażonego.
-Przepraszam. - cmoknęłam do słuchawki. Rozmawialiśmy tak prawie całą godzinę. Zrobiłam się śpiąca, więc się pożegnałam i rozłączyłam. Usnęłam od razu.
24 lut 2013
Rozdział 27
Melania
O godzinie 7:00 byłam już gotowa do wyjścia. Stałam przytulona do Alexa. Łzy powoli spływały mi po policzku.
-Kiedy przyjedziesz do Polski? - zapytałam i spojrzałam mu w oczy. Stał chwilę bez słowa. Wiedziałam, że nie chce przerywać tej ciszy.
-Wiesz... - przerwał ciszę po paru minutach. -Ciężko jest znaleźć czas jak się jest piłkarzem. Ciągłe wyjazdy, granie. Nie jest łatwo. - mówił smutno. Przytuliłam się do jego torsu i słuchałam bicie serca. Biło szybko. Zawsze jak jesteśmy blisko siebie o serce bije nam szybciej.
-Nie chcę wracać, miśku. - po raz kolejny spojrzałam mu w oczy. Jego brązowe, głębokie oczy zawsze sprawiały, że się rozpływam. Pocałował mnie delikatnie w usta.
-Wierzę Ci. - popłakałam się. Alex wycierał moje łzy, które spływały powoli po policzku. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Ee, Ox! - krzyknęłam cicho.
-Słucham? - zaśmiał się.
-Kocham Cię. - powiedziałam cicho po Polsku.
-Ja Ciebie też Kocham. - on odpowiedział po angielsku. Rozmawialiśmy i czekaliśmy na Karolinę i Zbyszka. Wzięłam bagaże i postawiłam je w korytarzu. Karolina i Zbyszek również przynieśli swoje rzeczy i przeszli się jeszcze po mieszkaniu, sprawdzając czy czegoś nie zapomnieliśmy. Alex wziął mój bagaż, a ja miałam tylko torbę. Zamknęłam mieszkanie i oddałam klucz do recepcji...
Dojechaliśmy na lotnisko bez słowa. Kiedy zobaczyłam tam całą drużynę, uśmiechnęłam się szeroko.
-Z uśmiechem na twarzy Ci lepiej, kochanie. - Alex cmoknął mnie w policzek. Podeszłam do chłopaków i stanęłam przed nimi. Pierwszy, który podszedł to Theo. Przytulił mnie mocno, a ja dałam mu buziaka w policzek.
-Dzwoń. - powiedziałam szybko, bo Jack do mnie podbiegł. Przytulił mnie mocno. Zrobiłam tak jak z Theo - dałam mu buziaka w policzek. Uśmiechnął się lekko, dzięki czemu pojawiły się jego dołeczki w policzku. Następny podszedł do mnie Wojtek. Pożegnałam się tak jak z każdym i powiedziałam mu, że ma z Sandrą przyjechać kiedyś. Olivier podszedł i stanął przede mną bez słowa.
-Będę pilnował Alexa i tej dziewczyny. - powiedział ze swoim francuskim akcentem, a następnie uśmiechnął się. Mimo, że nie chciałam to go przytuliłam.
-Dziękuje. - uśmiechnęłam się.
Pożegnałam się już z wszystkimi, tylko został Aaron i Alex.
-Ramsey! - krzyknęłam i rzuciłam się na niego. On przytulił mnie mocno.
-Żeby tak kogoś polubić przez tylko 2 tygodnie. - uśmiechnął się cwaniacko.
-I przez ten czas w Koeln. - przypomniałam mu. Zaśmiałam się, lecz po chwili zabolał mnie brzuch, na co lekko się skrzywiłam.
-Co jest? - zapytał z troską w głosie.
-Brzuch mnie tylko boli. - odpowiedziałam i później jeszcze raz się pożegnałam. W czasie gdy Karolina i Zbyszek żegnali się z chłopakami, ja poszłam z Alexem na bok.
-Niedługo przyjadę. - pocałował mnie. Trwał on długo, dopóki nie usłyszałam głosu kobiety, która zapowiadała nasz samolot. Wróciliśmy i wzięłam bagaże.
-Kocham Cię. - tym razem powiedział po Polsku, przez co ja się zaśmiałam.
-Ja Ciebie też. - również odpowiedziałam po polsku, pocałowałam go i puściłam jego rękę. Jeszcze go szybko przytuliłam i pobiegłam do Karoliny i Zbyszka. Z daleka pomachałam chłopakom.
Anna
Wstałam o 7:10, a o 8:00 mam lekcje. Na szczęście mam tylko jedną lekcję, ponieważ jedziemy na zawody. Od zawsze kocham grać w siatkówkę. Tak naprawdę to nie umiem sobie wyobrazić dnia bez siatkówki. Codziennie w szkole gramy, a w domu jeszcze odbijam moją ukochaną piłką - Mikasą.
Ubrałam czarne spodnie, biały top i czarny sweter. Zjadłam śniadanie, wzięłam torbę i poszłam ubrać buty i kurtkę.
-Zapomniałam! - krzyknęłam i pobiegłam do pokoju po halówki. Włożyłam je do torby i wyszłam z domu. Po drodze jak zawsze, spotkałam Michała. Opowiadał mi, że poznał jakąś dziewczynę i chce mi ją przedstawić. Zgodziłam się, chociaż nie wiem czy to dobry pomysł. Do szkoły dotarliśmy o dziwo szybko.
Usiadłam w przed ostatniej ławce sama. Paulina siedziała z kumplem - Mateuszem. Michał usiadł z Robertem, a ja zostałam sama. Lekcja się zaczęła, a ja oczywiście grałam na komórce. Ktoś zapukał, a pani poprosiła do środka. Nie spojrzałam nawet kto to. Mówił cicho z panią.
-Okej, usiądź z Anią bo widać, że bardzo zainteresowana lekcją jest. - spojrzałam na pani i uśmiechnęłam się. Obok niej stał Kuba, co mnie zdziwiło.
-Hej, Kubuś. - przywitałam się z nim, nie zwracając uwagi na resztę klasy.
-Proszę pani? - zapytał Robert. -Co tutaj robi młody libero Jastrzębskiego? - zapytał zdziwiony. -Zobaczycie. - powiedziała miło i usiadła przed biurkiem. Mnie zasłaniał Michał z Robertem, więc pani nas nie widziała. Kuba wyciągnął komórkę.
-Sweet focie? - zaśmiał się.
-O tym samym myślałam. - zaczęłam się cicho śmiać, a skończyłam dopiero wtedy jak pani mnie upomniała. Zrobiliśmy parę fotek z dziwnymi minami i tak minęła lekcja Religii. Poszłam z Kubą przed salę, gdzie czekał Siwy. Siwy to nasz nauczyciel wf-u. Tak naprawdę ma na imię Hubert, ale dla nas to zawsze Siwy będzie. Poczekaliśmy chwilę, aż wszyscy się zbiorą.
-Mam niespodziankę. Niektórych może ucieszyć, a niektórych może nie. - spojrzałam na Kubę, ale on tylko uśmiechnął się cwaniacko. Ja wchodziłam pierwsza na halę. Kiedy zobaczyłam całą drużynę Jastrzębskiego Węgla zaniemówiłam. Kuba pociągnął mnie za rękę w stronę chłopaków. Wszystkich z osobna mi przedstawił. Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam Nowakowskiego.
-Nie słyszałam, żebyś klub zmieniał. - zdziwiłam się. Drużyna zaśmiała się.
-Odwiedzałem Miśka i mnie zabrali. - uśmiechnął się szeroko, a ja odwzajemniłam to. Nikt nie podszedł do chłopaków oprócz mnie. Nie byli zainteresowani. Pan zaprosił wszystkich na środek sali i stworzył grupki. Ja byłam w grupie z Michałem, Weroniką i Tomkiem. Mi pan dał Kubiaka, Michałowi Łaska, Weronice Gierczyńskiego, a Tomkowi Tischera. Sala jest bardzo duża, więc wszyscy spokojnie się zmieścili. Nowakowski był niedaleko. Ja razem z Kubiakiem ćwiczyłam atak. Na tej pozycji nigdy dobra nie byłam.
Podałam piłkę Kubiakowi, Kubiak wystawił i atak. Nagle usłyszałam głośny dźwięk.
-Pit! Ktoś dzwoni! - Kubiak krzyknął do Nowakowskiego, a ten szybko pobiegł odebrać. Patrzyliśmy chwilę na niego. Uśmiechał się szeroko. Rzucił komórkę i podbiegł do nas.
-Misiek, po treningu tym tutaj, jedziemy do Melanii i Karoliny.
-Wróciły? - zaśmiał się. Pit pokiwał głową. -Ciekawe jak tam Zibi. - powiedział po czym w trójkę zaczęliśmy się śmiać.
-Pozdrów Melanię od Ani z kina. - zwróciłam się do Piotrka i zaśmiałam się.
Trening skończył się przed 14, więc musiałam jeszcze na ostatnią lekcję iść. Siedziałam z Michałem, więc rozmawialiśmy cały czas. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak on. Wysłucha, zawsze można z nim porozmawiać, zawsze rozśmieszy. Obyśmy tylko przyjaźnili się zawsze, mimo wszystko.
Przecież przyjaźń damsko-męska istnieje, prawda?
Melania
W Polsce byliśmy o 16:45. Przez całą drogę płakałam. Niby nic strasznego się nie stało, ale kto by chciał wracać z tak pięknego kraju do Polski?
Jeszcze Alex. Boję się, że znowu coś będzie z tą dziewczyną. Obiecał, że będzie trzymał się z daleka, ale skąd ja to mam wiedzieć?
Weszliśmy do domu i od razu poczułam się spokojniej. Wzięłam bagaże do pokoju i położyłam się.
-Zadzwonisz do Alexa? - Zbigniew wszedł do pokoju.
-No pewnie! - uśmiechnęłam się. -Ale najpierw do Cichego zadzwonię, ok? On Cię ma zabrać czy jak? - zapytałam i wzięłam do ręki komórkę.
-Raczej tak. Powiedz mu, żeby przyjechał jak jest w pobliżu. Ja zaraz przyjdę. - powiedział i wyszedł z pokoju. Ja wybrałam numer do Piotrka i już po 2 sygnale odebrał.
-Szybki jesteś. - zaśmiałam się.
-Misiek mi powiedział, że telefon dzwoni.
-A to ty u Miśka? - zdziwiłam się.
-Byłem u niego, ale zabrali mnie na jakiś trening do jakieś szkoły.
-Aaa, to przyjedzie do nas? Weźmiesz od razu Zbycha.
-Ok. - zgodził się i pożegnał. Zastanawiałam się jaki trening i z kim. Zbyszek przyszedł po chwili i wszystko mu wytłumaczyłam. Porozmawialiśmy trochę. Pytał o tą sprawę z Londynu i poradził, żebym niedługo sprawdziła czy nie jestem w ciąży. Łzy spływały lekko po policzku. Musiał mnie trochę uspakajać, ale Karolina go wolała, więc wyszedł. Zadzwoniłam do Alexa i opowiedziałam mu o podróży. Jak dowiedział się, że obok mnie siedział jakiś chłopak to od razu usłyszałam, że zaczął się denerwować.
-Spokojnie. Przecież z nim nawet nie rozmawiałam. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Rozmawialiśmy tak długo, dopóki Piotrek z Miśkiem nie przyjechał.
-Uważaj na siebie i trzymaj się z daleka od tej dziewczyny.
-Obiecuję. Kocham Cię. - cmoknął do słuchawki.
-Ja Ciebie też. Pozdrów resztę chłopaków. - również cmoknęłam do słuchawki i rozłączyłam się. Poszłam do kuchni, gdzie już wszyscy siedzieli. Przywitałam się i usiadłam obok Karoliny. Co jakiś czas Karolina pytała mnie jak się czuję.
Chłopaki siedzieli u nas do 20. Położyłam się od razu do łóżka. Następnego dnia pojadę do Tatiany po wszystkie lekcje.
Anna
Po szkole przywitała mnie w domu Paulina. Jak zawsze, włączyłyśmy piosenki Plain White T‘s. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Proszę! - krzyknęłam. Do pokoju wszedł Michał, a za nim Artur. - a wy co tu robicie? - zaśmiałam się.
-Przyszliśmy Was odwiedzić.
-Albo raczej wyciągnąć z domu. - zaśmiał się Artur.
-Tam jest zimno, nigdzie nie idziemy. - mruknęła Paulina, a ja przyznałam jej rację.
-Nie chcecie? Okeeeeej. To Was zmusimy. - Michał spojrzał na Artura i szepnął mu coś do ucha. My powoli się odsuwałyśmy. Podbiegli do nas i zaczęli nas łaskotać.
Obie wylądowałyśmy na podłodze i tarzałyśmy się ze śmiechu. Mama co jakiś czas wchodziła i pytała o picie czy jedzenie. Niestety z nas takie głodomory, że po jakimś czasie poszliśmy do kuchni.
-Robimy coś czy zamawiamy pizzę? - zapytałam wszystkich i razem stwierdziliśmy, że pizza to najlepsze rozwiązanie. Tak więc Michał zadzwonił po pizzę i czekaliśmy w salonie. Tato oglądał jakiś mecz, więc do niego dołączyliśmy. Okazało się, że leciał mecz Arsenalu. Nikomu to nie przeszkadzało, więc chętnie pokibicowaliśmy przed telewizją, chociaż wiedzieliśmy, że ten mecz wygrali. Nagle kamera stanęła na kibicach. Okazało się, że to na miejscach VIP. Poznałam Zbyszka i Melanię. Była ona w koszulce Alexa Oxlade-Chamberlain. Byłam bardzo ciekawa, jak spędziła czas z Londynie, czy poznała wszystkich chłopaków i jacy oni są. Chciałabym być na jej miejscu.
Po 19 wszyscy już wracali do domu. Jutro szkoła i trzeba jeszcze powtórzyć na lekcje. Niechętnie usiadłam przed biurkiem i przed książkami. Zaczęłam się uczyć jednak kłótnia mamy i taty nie pozwoliła mi na to. Posłuchałam chwilę o co chodzi. No tak. Chodzi o ich znajomych, którzy pod koniec tygodnia do nas przyjadą. Nie mam za bardzo ochoty na gości w domu, gdyż codziennie gdzieś z kimś wychodzę lub ktoś do mnie przychodzi. Jeszcze będę musiała tego całego Grzegorza wziąć na mecz. Może jednak okaże się całkiem w porządku?
Po umyciu się padłam zmęczona na łóżko. Po treningu zawsze najlepiej się śpi.
8 lut 2013
Rozdział 26
Witam. Nareszcie mogę coś dodać... Mi się naprawdę to opowiadanie przestaje podobać, więc może zacznę nowe i też związane z Arsenalem. Zostawiam was z tym nudnym czymś i przepraszam za błędy. :) Piszę i dodaję z komórki, więc wiecie..
_____________________________________ Melania
Godzina 2 w nocy, a ja nadal nie śpię. 3 w nocy, dalej nie śpię. 4 w nocy. Już mnie szlak trafia. Późno w nocy, a ja nie śpię. Zaczęłam rozmyślać nad życiem.
Lukas - dawno go nie widziałam. Może przyjedzie niedługo i się odezwie? Cieszyłabym się, mimo wszystko.
Sabina - nie rozmawiałam z nią od wakacji. Nie wiem co z nią. Dawno jej nie widziałam.
Louis - nie odzywa się. Może nie ma czasu? Może nawet nie chce? Zostałabym przy drugiej opcji.
Piotrek - rozmawiałam z nim ostatnio, jednak to nie to samo co zawsze. Nie mogę się już doczekać spotkania z nim i resztą debili.
I ten, o którym najdłużej myślałam. Olivier - co z nim? Słyszałam, że powiedział, że jestem ładna... Ale żeby przekazywać chłopakom liścik, w którym jest jakiś wiersz napisany? To przesada.
Obracałam się z jednej strony na drugą. Dalej nie mogłam spać. Wzięłam komórkę do ręki i napisałam SMS-a do Alexa.
“Kocham Cię. “
Wiedziałam, że przeczyta dopiero rano, ale i tak to teraz wysłałam z nadzieją o odpowiedź. Zamknęłam oczy i znowu zaczęłam rozmyślać. Jutro jadę do domu, do Polski. Ciężko będzie mi się rozstawać z Alexem ze świadomością, iż ta cholerna dziewczyna dalej tutaj będzie. Boję się o niego. Zostałam skrzywdzona raz w ten sposób. Nie chcę drugi. Czasami... Czasami chciałabym być dorosła i mieć już własną rodzinę. Bez żadnych problemów.
Powoli usypiałam, ale niestety dźwięk mojej komórki mi przerwał. Spojrzałam na wyświetlacz. Dostałam SMS-a od Alexa.
“Ja Ciebie też kocham :* a co ty nie śpisz? Wyśpij się, kochana. Jutro jedziesz do Polski. Do zobaczenia rano <3 “
Uśmiechnęłam się. Nie chcę żeby to się skończyło.. Dlaczego nie mogę być już dorosła?
Anna
Obudziło mnie głośne walenie czymś. Niechętnie wstałam, by zobaczyć co to jest. Rodzice przestawiali meble w dużym pokoju. Skrzywiłam się.
-Dlaczego o tej godzinie? - jęknęłam jak dziecko.
-Jest 12. Nie wiem czy wiesz. - odpowiedział tato. Spojrzałam na niego pytająco. -Znajomi przyjadą, musi być jakaś zmiana. Przyjadą za tydzień. Masz być wtedy w domu, bo przyjadą z synem. Jest w twoim wieku.
-No super. - mruknęłam pod nosem i wróciłam do pokoju. Poszłam się umyć i ubrać.
W domu nie chciało mi się siedzieć, więc próbowałam dodzwonić się do Pauliny.
-Przepraszam kochana. Mam ważną sprawę do załatwienia. - rozłączyła się.
-Też Cię kocham. - odpowiedziałam po tym jak się rozłączyła. Wybrałam numer do Magdy - koleżanki ze szkoły.
-Przepraszam, rodzice nie pozwolą. - jak Paulina, też nie miała czasu. Z innymi nie miałam dobrego kontaktu. Wkońcu zadzwoniłam do Michała. On został ostatni.
-Pewnie, że pójdę. - zaśmiał się do słuchawki. -Gdzie i o której?
-Plac zabaw, o 14. Do zobaczenia. - rozłączyłam się i zaczęłam się szykować.
Melania.
Tak jak Alex obiecał - przyszedł z samego rana i zabrał mnie na trening. Trochę posiedziałam, porobiłam zdjęcia i porozmawiałam z chłopakami. Z Olivierem rozmawiałam najmniej, i dobrze. Nie chciałam z nim o tym rozmawiać.
-To jak chłopaki? Przyjedziecie się jutro pożegnać? - zaśmiałam się.
-Pewnie! - pierwszy krzyknął Aaron. Poszłam do trenera, z nim porozmawiać. Porozmawiałam chwilę, ale zauważyłam że Alex już był gotowy do wyjścia to powoli się pożegnałam.
-Do zobaczenia następnym razem, trenerze. - uśmiechnęłam się, a ten mnie przytulił.
-Miałbym dla Ciebie propozycję, ale to dopiero jak będziesz dorosła. Czyli po 18-stce. - powiedział z uśmiechem na twarzy. - Spokojnego lotu. - pożegnał się, a ja wróciłam do Alexa. Złapał mnie za rękę i tak szliśmy, aż do samochodu. W samochodzie umówiłam się z nim na wieczorny spacer. Oczywiście cały dzień spędzimy razem, skoro jutro wracam do domu.
Przez ten czas zdążyłam zaprzyjaźnić się z Aaronem. Uwielbiam się z nim wydurniać. Można z nim też szczerze porozmawiać. Dałam mu mój numer i obiecał, że będzie dzwonił.
W czasie mojego pobytu w Londynie, chłopaki wygrywali każdy mecz. Na każdym byłam i zawsze były te same emocje. Nie zapomniane chwile. Co dobre, szybko się kończy.
Wszystko spakowałam i zostawiłam tylko rzeczy do spania, kosmetyczkę i rzeczy na następny dzień. Rano dopakuję resztę.
Anna
Spacer z Michałem udał się. Nie wiem kiedy minęły te 2 godziny. Do domu wróciłam około 16. Prawie cały czas siedzieliśmy na placu zabaw. Dzięki Bogu nie ma śniegu i mogliśmy spokojnie usiąść na huśtawkach czy ławkach.
W domu rodzice jeszcze nie skończyli wszystkiego przestawiać. Nie chciało mi się im pomagać, dlatego poszłam od razu do pokoju. Niestety tato zauważył mnie i znów zaczął na ten temat mówić.
-Pojutrze jedziesz do Julii na 2 dni. Posprzątaj w pokoju prędzej. Ale pożądanie! - nie wiem dlaczego miałam do niej jechać. Julia to moja kuzynka. Jest 3 lata starsza ode mnie i nawet bardzo dobrze się z nią dogaduję. Po wejściu do pokoju od razu wzięłam się za sprzątanie. Było tego strasznie dużo.
Wieczorem jak zawsze pisałam z Pauliną na komunikacie.
-Ala wyzywa Cię od suk. - napisała od razu.
-A sama suką jest. Nie mam zamiaru się nią przejmować.
-Powinnaś. Nie wiesz co Ala jest w stanie zrobić.
-Nie obchodzi mnie to.
-Powinno. Dobra, powiem wprost. Koleguję się z nią i mówię Ci. Ona ma nie dobry plan. - po tym jak to napisała, szybko wyłączyłam komunikat. Moja przyjaciółka koleguje się z moim wrogiem. To najgorsze co może być.
Poszłam do rodziców, bo samej siedzieć mi się już nie chciało. Zastałam ich w kuchni.
-Robicie kolację? - uśmiechnęłam się do nich szeroko.
-Jajecznica. Może być?
-Pewnie! Się jeszcze pytasz. - zaśmiałam się. Usiadłam obok taty, który bawił się na komórce. Grał oczywiście w karty. Nie pamiętam kiedy ostatnio przegrał. Mi by się taka gra od razu znudziła.
Po kolacji poszłam do pokoju odrobić lekcje. Nie było ich dużo, na szczęście. Pouczyłam się chwilę i poraz kolejny włączyłam laptopa i zalogowałam się na skype, gdzie zwykle o tej godzinie czeka tam na mnie Asia. Tak było i tym razem. Zadzwoniłam do niej od razu, a ta przywitała mnie śmiechem. Asia do moja przyjaciółka, z którą jeżdżę na mecze. Okazało się, że właśnie za tydzień jedziemy na mecz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle z Jastrzębskim Węglem. Będę mogła przedstawić jej Kubę. Szybko poleciałam do rodziców.
-Będę mogła zabrać tego gościa za tydzień na mecz? - zapytałam szybko.
-No, okej.
Także plany na ten tydzień już mam. Obym jeszcze żadnego meczu Arsenalu nie przegapiła.
31 sty 2013
Rozdział 25
Melania
Do mieszkania wróciłam dość późno. Jednak mogłam być jeszcze dłużej, lecz niestety atmosfera była napięta i nie miałam ochoty rozmawiać z Alexem. W nocy i wcześnie rano próbował się do mnie dodzwonić. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, dlatego wyłączyłam komórkę.
Spojrzałam na zegarek - była 7 rano.
-Matko, nie. Ja chcę jeszcze spać. - mruknęłam pod nosem i obróciłam się na drugą stronę. Nie wiem co, ale coś na pewno mnie obudziło. Coś słyszałam, lecz nie wiem co to było. Nie wstałam. Byłam za leniwa. Powoli usypiałam, jednak znowu mi coś lub ktoś przeszkodził. Do mojego pokoju ktoś wszedł. Udawałam, że śpię.
-Mell? Słyszysz mnie? - zapytał. Tak, już wiedziałam kto to był. Alexowi zachciało się mnie budzić. Dalej udawałam, że śpię. - Nie wiem jak Ci to powiedzieć. To moja była dziewczyna. - zamilkł. W środku mnie wulkan wybuchnął. Miałam ochotę zacząć krzyczeć, jednak nie. Dalej udawałam, że śpię. -Ja naprawdę już do niej nic nie mam. Dobrze, przyznam się.. W wakacje z nią byłem. Zerwałem z nią, kiedy poznałem Ciebie. Wiedziałem, że coś się w moim życiu zmieni. Stałem się bardziej pozytywny, dzięki Tobie. Zakochałem się w Tobie już wtedy kiedy Cię poznałem. A z Alice mnie już nic nie łączy. Ja jej nie kocham i jej to już 100 razy mówiłem. Mówię jeszcze raz. Z Alice mnie nic nie łączy. Proszę Cię, wybacz mi. Wiem, że zrobiłem źle całując ją.
-Co robiłeś?! Co?! - szybko wstałam. Co za kretyn! Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Za sobą słyszałam jeszcze głos Alexa. Nie reagowałam. Pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w niej. Po chwili pod drzwiami stał Alex.
- Daj mi wytłumaczyć. Wyjdziesz? - nie odpowiedziałam. Słyszałam, że usiadł na ziemi, opierając się o drzwi. Ja tak samo zrobiłam, tylko że z drugiej strony. Oczy miałam zalane łzami. Dlaczego ja? Wiele wycierpiałam przez cholerną matkę.
-To nie tak jak myślisz. Ona zaczęła całować mnie. Ja tego nie odwzajemniłem. Nie chciałem. Ja Ciebie kocham, nie ją. Rozumiesz? To z Tobą chcę spędzić resztę życia, nie z nią. Z nią chcę zerwać kontakt całkowicie. Mell.. Proszę.. Wybacz mi. Wiem, zrobiłem źle. Przyznaję się do błędu. Wybaczysz mi? - dalej siedziałam cicho. Łzy leciały po moich policzkach jak głupie. - Mell, Kocham Cię. - uśmiechnęłam się, otworzyłam drzwi i szybko pojawiłam się w objęciach chłopaka. Jednak mimo tego, łzy dalej napływały mi do oczu. Znów poczułam się bezpieczna. Zadałam sobie pytanie za co kocham Alexa? Tak naprawdę to nie wiem dlaczego. Jest wspaniałym i troskliwym chłopakiem, lecz nie o to chodzi. Kocham Go. Nie wiem za co. Tak naprawdę to prawdziwie kocha się tylko wtedy, kiedy się nie wie dlaczego. Czy kocham prawdziwie Alexa? Czy on kocha mnie prawdziwie? Ma nasza miłość jakiekolwiek szanse, by przetrwać całe życie? Jesteśmy młodzi, nie wiadomo co będzie kiedyś. Nie powinno się za wcześnie myśleć o przyszłości.
Anna
Wróciłam wcześniej do domu. Ala nie dawała mi spokoju. Jak nie powiedziała czegoś głupiego to zrobiła. Paulina już nawet nie komentowała. Ja wybuchałam za każdym razem, ale cóż.. Robert ją bronił. Za każdym razem wychodziłam z pokoju zrezygnowana. Michał szedł zawsze za mną i uspakajał mnie.
Obudziłam się o godzinie 13. Mi to jednak nie przeszkadzało. Rodzicom widocznie też nie, bo nie budzili mnie. Włączyłam laptopa i szybko sprawdziłam facebooka. Nic ciekawego się nie działo w mojej nieobecności. Następnie sprawdziłam, jak codziennie, ciacha.pl . Zamurowało mnie.
-Słynny piłkarz z Londynu znalazł sobie nową dziewczynę. Czyżby jego obecna dziewczyna mu nie wystarczała? - przeczytałam tytuł. Przecież to nie możliwe. Alex ze swoją dziewczyną był szczęśliwy. Co się stało? Zobaczyłam Alexa z tą dziewczyną, a w tle jego obecna dziewczyna, której nikt chyba nie zauważył. Za każdym razem jak ją widzę, to wydaje mi się, że ją znam. Gdzieś ją widziałam. Przejrzałam zdjęcia chłopaków z ostatniego treningu. Znowu pojawiła się ta dziewczyna. Przeczytałam komentarze. “Oo, już nawet Melania pojawiła się na treningach. Siema, turtlu! “ skomentował chłopak o imieniu Louis. Melania, Melania.. Kojarzyłam. Sprawdziłam na facebooku. No tak! Mocno walnęłam się w czoło. Melania Turtel, przecież siedziałam ostatnio obok niej w kinie. Boże, jaka ja głupia. Od myśli oderwała mnie komórka. Dostałam SMS-a.
Hej. Spotkajmy się. Jestem akurat u rodziny. Mam nadzieję, że mnie nie olejesz i mi chociaż odpiszesz ;D
K.
A jednak pamięta. Szybko odpisałam i w ten sposób umówiliśmy się na godzinę 18.
Melania
Za dwa dni wyjeżdżam. Będę musiała wrócić do tej szarej rzeczywistości. Szkoła, te same problemy. Spotkanie z rodziną, co nie będzie takie łatwe. Na dodatek Louis. Co z nim? Nie odzywał się do mnie odkąd pojechałam do Londynu. Nawet Tatiana się nie odzywała. Nikt, kompletnie nikt. Czy ja coś złego zrobiłam?
Został jeszcze mój wspaniały przyjaciel, Piotrek. On też do mnie się nie odzywał. Myślałam, że skoro się przyjaźnimy to będziemy mieli kontakt i będziemy codziennie ze sobą rozmawiać? Ja nie chcę go stracić. Tylko on potrafi mnie pocieszyć, kiedy Alexa nie ma przy mnie.
Siedzieliśmy wszyscy na kanapie. Wzięłam do ręki naszyjnik, który miałam na szyi i pocałowałam go. Trzymałam jeszcze długo w ręce. To go dostałam od Piotrka. Nosiłam go codziennie.
-Zaraz wracam, muszę do kogoś zadzwonić. - szybko zerwałam się z kanapy i poszłam do pokoju. Zamknęłam się i szybko włączyłam laptopa. Nie było go. Wzięłam do ręki komórkę i zadzwoniłam do niego. Nie odbierał. Dzwoniłam jeszcze dwa razy i za każdym razem nie odbierał. Smutna wróciłam do salonu. Udawałam, że wszystko ok. Po 5 minutach dostałam SMS-a. Zerwałam się ponownie i pobiegłam po komórkę.
Przepraszam, trening mam. Godzina WASZA 22 na skype!
Twój na zawsze przyjaciel :*
Nie zapomniał. Może po prostu czasu nie ma? Całkiem możliwe. Tym razem zadowolona usiadłam na kanapę.
-Turtlu, możemy porozmawiać? - Karolina uśmiechnęła się do mnie.
-Zawsze, wszędzie i o każdej porze. - zaśmiałam się i za nią poszłam do pokoju.
-Dawno nie spędzałyśmy razem czasu. Może zróbmy dzisiaj sobie taki dzień? Chłopaki sobie poradzą. - zapytała, a ja od razu się zgodziłam. Poszłyśmy poinformować chłopaków, a Ci od razu się zgodzili. Poszłyśmy się przejść. Wzięłyśmy ze sobą aparaty, więc zrobiłyśmy dużo zdjęć. Rozmawiałyśmy jak kiedyś. Dosłownie o wszystkim i nie przejmowałyśmy się czy któraś z nas się oburzy. Mimo wad Karoliny, kocham ją jak siostrę. W tym momencie nie wyobrażam sobie co by było, gdybym jej nie znała. Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez tej świrniętej dziewczyny.
Pod wieczór zrobiłyśmy sobie maseczkę na twarz i poszłyśmy postraszyć chłopaków.
-No daj buziaaakaaaaaa. - Karolina na siłę musiała pobrudzić Zbyszka. On wyrywał się jak głupi.
-To jest ochydne! - mówił przez śmiech, ponieważ Karolina zaatakowała go łaskotaniem. Ja natomiast goniłam Alexa po mieszkaniu. W pewnym momencie przerzucił mnie przez ramię i tak trzymał.
-Puszczaj, debilu! - krzyczałam i kopałam go.
-Obiecujesz, że mnie nie pobrudzisz tym... tym.. śmierdzącym czymś?
-Nie. - zaczęłam się głośno śmiać. -No puszczaj! - krzyczałam dalej przez śmiech. Alex rzucił mnie na kanapę, a ja odetchnęłam z ulgą. -Myślałam, że mi cała krew do..
-Do tej głupiej główki “przeleci“ - Alex przerwał mi, przez co dostał mocno ode mnie. Wzięłam Karolinę od śmiejącego się Bartmana i poszłyśmy znowu do pokoju. Powygłupiałyśmy się jak kiedyś. Przeszłyśmy później do pokoju Karoliny i Zbyszka.
-Właśnie! Matko, zapomniałam o tym! - Karolina aż podskoczyła. Patrzyłam na nią zaciekawiona. Ona dała mi kartkę do ręki.
-Co to? - zadziwiłam się.
-Ramsey, Wilshere i Jenkinson rano tutaj byli. Chcieli do Ciebie, ale ty jeszcze spałaś. Wprosiłam ich do środka, no i w sumie pogadaliśmy dość długo. Później chcieli żebym im dała kartkę i długopis. No, spoko. Dałam im, a oni coś pisali. Dodaję, że było dłuuugie. No i kazali mi Ci to dać, więc masz. - uśmiechnęła się, a ja szybko otworzyłam samo zrobioną kopertę. Muszę powiedzieć, że wyszło im nieźle. Na kartce było dość dużo wiadomości. Żadne mnie nie zdziwiły. Poprosili mnie tylko o coś. Jednak oprócz tego w środku była jeszcze jakaś kartka... Szybko ją wyjęłam. Zdziwiłam się na sam widok.
-Olivier... - mruknęłam pod nosem.
Anna
Jak się umówiliśmy - o 18 czekałam na Kubę obok szkoły. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Myślałam o spacerze, więc zwyczajnie się ubrałam. Zza roga wyskoczył Kuba i przestraszył mnie.
-Jeszcze raz taka akcja i nie żyjesz! Albo nie.. Jeszcze raz taka akcja to zabierasz mnie na mecz! - zaśmiałam się.
-Dobrze. - uśmiechnął się. -To teraz na żywo. Duuuuuużo uśmiechu w tym roku! - przytulił mnie mocno.
-A Tobie duuuuuuuużo rozegranych meczów! - odwzajemniłam uścisk.
Rozmawialiśmy jakbyśmy znali się już parę lat. Kuba okazał się być miłym i sympatycznym chłopakiem. Dochodziła godzina 21, a my dalej chodziliśmy po mieście.
-Jak sylwester? - zapytał. Właśnie! Nawet zapomnieliśmy rozmawiać o sylwestrze.
-Do duuuuupy. - skrzywiłam się na same przypomnienie sobie akcji z Alicją.
-Czemu? - zdziwił się. -Wydawałaś się radosna przez telefon.
-Taaa. Wyobraź sobie, jakbyś miał być na sylwestrze w tym samym pomieszczeniu co twój największy wróg.
-O matko. - otworzył szeroko oczy. - Poszedłbym z tam tąd jak najszybciej do domu.
-A ja nie chciałam robić przykrości przyjacielowi, więc zostałam. Przez nią wylądowałam w śniegu. W sukience. - pokręciłam głową. Kuba przyglądał mi się cały czas uważnie.
-To kiedy zabrać Cię na mecz? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Zatrzymałam się i popatrzyłam na niego jak na debila. Zrobiłam chyba głupią minę, ponieważ Kuba zaczął się śmiać. Szturchnęłam go lekko.
-Gracie niedługo w Kędzierzynie to się pojawię. - odpowiedziałam.
Do domu wróciłam o 22. O dziwo rodzice nic nie mówili. Usiadłam obok nich i razem z nimi oglądałam telewizję. Tato parsknął śmiechem, a po nim mama.
-O co chodzi? - nie wiedziałam dlaczego zaczęli się tak głośno śmiać.
-Nie chciałem Cię wczoraj denerwować, więc dzisiaj zapytam. W czym ty wczoraj do domu przyszłaś? - tato kolejny raz zaczął się głośno śmiać.
-Właśnie! Ja Wam nie opowiadałam! Rozumiecie to, że Ala była na tym sylwestrze?! - mama spoważniała. Patrzyła na mnie pytająco. - No bo ona z Robertem jest. - mama kiwnęła głową, że zrozumiała.
-Opowiedz do końca, a później coś Ci dam. - tato uśmiechnął się do mnie.
-No dobra.. No i ona co chwilę coś mówiła czy gadała na mój temat. Myślałam, że ją wyrzucę. Za każdym razem wychodziłam na parę minut z pokoju, ale nie sama. Michał musiał mnie uspakajać. - zaśmiałam się. - No i jak wracaliśmy z rynku to ona mnie specjalnie popchnęła i w sukience wylądowałam na śniegu. No więc Michał dał mi ciuchy i musiałam w jego ciuchach wracać. - mama złapała się za głowę. Tato wstał i poszedł po coś. Wrócił z reklamówką i mi ją dał.
-Taki prezent na nowy rok. - powiedział kiedy ja wyciągałam to jak głupia. Zauważyłam koszulkę Jastrzębskiego Węgla z numerem 13.
-Dziękuje! Kocham Was! - rzuciłam się najpierw na tatę, a później na mamę. Przytuliłam ich bardzo mocno.
-A teraz idź spać. - mama pokazała mi język. Zebrałam się i na podskokach pobiegłam do pokoju. Naszykowałam się, odwiedziłam łazienkę i zadowolona położyłam się do łóżka.
27 sty 2013
Rozdział 24 cz. II
Witam! ;) Macie następną część 24 rozdziału. Pozdrawiam i życzę miłego czytania :) + pozdrawiam tych, którym ferie się skończyły! :D
______________________________
-Przesadzasz. Na pewno się uczy, musisz jej uwierzyć. - powiedziałam z uśmiechem. Spojrzałam w bok, gdzie zauważyłam Alexa. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-No idź już do niego. - zaśmiał się Aaron.
-Dzięki. - odpowiedziałam i podeszłam do Alexa, jednak przede mną u niego był Archie i Louis. Alex przytulił ich bardzo mocno i obiecał, że później się z nimi pobawi. Dał mi buziaka na powitanie.
-Pięknie wyglądasz. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. - Jak zawsze. - dodał.
-Jak twoja koleżanka ze sklepu? - on posmutniał, a ja chwyciłam go za rękę i bez słowa pociągnęłam go do reszty towarzystwa. Usiadł na kanapie i pociągnął mnie tak, że usiadłam na jego kolanach. Objął mnie i przyglądał się jak chłopaki grają w Fife13.
Anna
Gotowa czekałam na Paulinę. Wzięłam batonika i usiadłam przy stole, gdzie siedział tato. Zaczął mi robić kazanie na temat tego, jak mam się zachowywać.
-Wiem. Mam dopiero 14 lat, ale bez przesady, tatoo.
-Ja nie wiem jakie masz towarzystwo. Przez towarzystwo możesz zrobić wszystko. - pokręcił głową z niezadowoleniem. - Bynajmniej Paulę i Miśka znam. - dodał ciszej, po czym ja zaśmiałam się.
-Nie chcę słyszeć, że piliście. - usłyszałam mamę, kiedy ja prawie biegłam do domu Michała. Trzęsłam się z zimna. Razem z Pauliną zadzwoniłyśmy dzwonka przy drzwiach. Drzwi otworzyły się szybko, lecz ten ktoś, który nam otwierał schował się za drzwiami i nie wiedziałyśmy kto to był. Popatrzyłyśmy na siebie i wraz usłyszałyśmy znajomy głos.
-Wchodzicie? - wychylił się Artur zza drzwi.
-Artur! - krzyknęła Paulina i wtuliła się w chłopaka. Artur był jej przyjacielem z przedszkola. W wieku 10 lat wyjechał i widzieli się tylko raz na rok.
-To nie jedyna niespodzianka z mojej strony na dzisiaj. - pocałował ją w policzek. Również się z nim przywitałam i weszłam do środka. Zauważyłam Roberta razem z Alą. Przywitałam się z Robertem, a Alę ominęłam. Poszłam prosto do kuchni.
-Boże, Ala? - skrzywiłam się i pocałowałam Michała na powitanie w policzek.
-Robert wcześniej nie mówił, że z nią przyjdzie... Też jestem niezadowolony. - Michał wiedział, że nienawidzę Alicji. Podrywa każdego zajętego chłopaka, aż dziwne widzieć, że sama jakiegoś ma. Obiecałam sobie, że dzisiaj jakoś się z nią dogadam.
Melania
10 minut przed zakończeniem roku, a chłopaki dalej grali w Fifę. Uzależnienie dało się wykryć. Dziewczyny i żony piłkarzy i siatkarza siedziały dalej i zatapiały usta w winie. Ja natomiast dalej siedziałam przy Alexie, z chłopakami. Zawsze wolałam towarzystwo chlopakow , choć nie wiedziałam dlaczego.
-Jack! Idź obudź małych! - krzyknęła żona Wilshera. On spojrzał na nią błagalnie.
-Ja pójdę. - odezwałam się i wstałam.
-Dziękuje. - podziękował mi Jack. Weszłam do pokoju gdzie spały dzieci. Weszłam po cichu, włączyłam światło i zauważyłam, że oni w ogóle nie śpią.
-A wy co? - zaczęłam się śmiać. Widok dwóch małych chłopców, siedziących na przeciwko siebie i grających w łapki rozmieszył mnie w ten dzień chyba najbardziej.
-Zagraj z nami! - poprosił Louis.
-Nie mamy dużo czasu, za 7 minut Nowy Rok. - usmiechnęłam się. - Później się pobawimy. - obiecałam. Ubrałam ich i poszłam z nimi do salonu. Archiego trzymałam na rękach, a Louis szedł obok mnie i trzymał mnie za drugą rękę. Alex spojrzał na mnie i ponownie uśmiechnął się szeroko. No tak, nie często widać mnie z małymi dziećmi. Wyszłam z nimi przed podwórek i czekałam aż reszta się ruszy. Wszyscy wokół powoli wychodzili na ulice, a Louis pobiegł zawołać wszystkich.
-Moja mama z tatą się kłócą. - mimo, że Archie jest jeszcze mały to mówi perfekcyjnie.
-Ale i tak się kochają. Nie bój się. - pocałowałam małego i przytuliłam go. Wszyscy zaczęli wychodzić, więc wstałam i odeszłam z małymi trochę na bok. Fajerwerki mogłyby jeszcze polecieć w bok i nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.
-5! 4! 3! 2! 1! - wszyscy wybuchnęli radością. Alex i Aaron z jednej strony puszczali fajerwerki, a Lukas z Olivierem z drugiej. Złożyłam życzenia Karolinie oraz Zbyszkowi i spoglądałam w górę. Nagle ktoś złapał mnie i podniósł w górę.
-Wszystkiego Najlepszego! Dużo uśmiechu na następny rok! Dużo szczęścia, zdrowia iii... MIŁOŚCI! - złożył mi życzenia Olivier.
-Dzięki! - pocałowałam go w policzek, co u mnie to normalne. - Tobie również. Jak najwięcej miłości. - uśmiechnęłam się.
-Nie od tej osoby, której chciałem. - spojrzał mi w oczy, a ja poczułam dziwne ukłucie. - Ale kocham moją żonę najbardziej na świecie. - odetchnęłam z ulgą. Przytuliłam go jeszcze raz i poszukałam w tłumie Alexa. Składał życzenia dziewczynie ze sklepu.
-Co ona tu robi?! - zapytałam po cichu. Pobiegłam do domu i zamknęłam się w łazience. Specjalnie do niego przyszła?
-Niech się wali na tą krzywą mordę. - powiedziałam do siebie i wytarłam łzę, która właśnie spływała po moim policzku. Ktoś chciał wejść do łazienki. Chwilę poczekałam i po drugiej stronie usłyszałam głos Oliviera. Wyszłam i razem z nim poszłam do pokoju, gdzie przez większość sylwestra dzieci spały.
-Co jest? - zapytał po chwili i wytarł mój policzek, który był cały mokry.
-A... A... Alex ostatnio był ze mną w sklepie i jak ja się przebierałam zaczepiła go jakaś dziewczyna. Powiedział, że to tylko fanka, ale... - pociągnęłam nosem, a łzy spływały mi coraz bardziej. - Teraz chciałam złożyć mu życzenia i widziałam go z tą dziewczyną. Składał jej życzenia i powoli chciał ją przytulić. Nie wiem czy to normalna fanka. - przytuliłam się do niego. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Jak na każdego z chłopaków. Wszyscy byli mili, ale mieli też swoje za uszami.
-Pójdę zobaczyć. - powiedział z troską w głosie i wyszedł. Rozłożyłam się na łóżku i twarz zakryłam ręką. Po chwili ktoś wszedł do pokoju. Chłopak, z którym nie miałam za dużo kontaktu jednak jak z nim rozmawiam, dogadujemy się bardzo dobrze. Ramsey położył się obok mnie.
-Nie musisz nic mówić. Olivier mi powiedział. Wiedz, że nieważne co będzie... - przerwał. - zawsze możesz na mnie liczyć. Jesteś dla mnie jak siostra, której nie chcę stracić. Mimo tego, że nie rozmawiamy ze sobą dużo i tak wiem, że jesteś wspaniałą osobą, której nie pozwolę skrzywdzić. Nawet przez mojego przyjaciela. - mówił tak jeszcze bardzo długo, aż Olivier nie wszedł do pokoju. Usiadł obok nas.
-Alex Cię szuka. - powiedział i pogłaskał mnie po głowie. Czułam się przy nich jak dziecko, którymi się opiekują.
-Pójdę. - odzyskałam głos. Poprawiłam się i wyszłam. W tłumie szukałam Alexa. Zauważył mnie i podszedł do mnie.
-O co chodzi? - zapytał wprost.
-Powiesz mi wkońcu kto to jest? Zwykła fanka nie przychodzi do Ciebie specjalnie i zwykła fanka nie wie gdzie jesteś na imprezie. - powiedziałam jednym tchem. Cały czas wpatrywałam się w podłogę.
-Wytłumaczmy to sobie po sylwestrze. Chciałem z Tobą spędzić Nowy Rok, nie z kłótnią, a miłością.
Anna
Z domu wyszliśmy już wcześniej. Dojście na rynek zajmuje nam 15 minut. Cały czas szłam z Michałem i z dala od Ali.
-Jak ja ją widzę to rzygać mi się chce. - spojrzałam na nią i skrzywiłam się. Michał zaśmiał się.
-Nigdy jej nie polubisz, nie? - objął mnie i tak szliśmy aż na rynek. Co jakiś czas wskakiwałam mu na barana i cały czas wygłupialiśmy się. Na rynku wszyscy już stali i czekali. Nagle wszyscy zaczęli głośno odliczać.
-Przecież jeszcze 2 minuty. - powiedziałam i schowałam komórkę. - No nie ważne.
-3! 2! 1! - odskoczyłam ze strachu, gdy wypuścili fajerwerki i przytuliłam Michała.
-Miłości i przyjaźni życzę Ci w tym roku najwięcej! - uśmiechnęłam się do niego.
-Dziękuje i Tobie również! Plus! Żeby ten rok był lepszy od poprzedniego, a gorszy od następnego.
-Nie ma to jak wykorzystywać teksty Ignaczaka, nie? - zaśmiałam się. Nagle w kieszeni poczułam wibracje. Wyciągnęłam szybko komórkę i nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
-Jaaaak najwięcej meczów! - krzyknął ktoś po drugiej stronie słuchawki. - Przyjaźni i zdrowia. Tego co najważniejsze.
-Tobie również! - odpowiedziałam. - Jak najwięcej rozegranych meczów, samych wygranych, braku kontuzji i po prostu zdrowia. - zaśmiałam się. Dzwonił Kuba. Jednak odezwał się po czasie. Rozmawiałam z nim już 10 minut.
-Przepraszam, ale muszę kończyć i dołączyć do moich bo się niecierpliwią.
-Ok. Do zobaczenia niedługo.
-Czekaj! - krzyknęłam szybko, żeby jeszcze się nie rozłączył. - Życz wszystkim Jastrzębianom jak najwięcej wygranych meczów, a Kubiakowi dużo żołędzi. - zaczęliśmy się śmiać, jednak po chwili się rozłączyłam. Dołączyłam do reszty. Poszliśmy od razu do domu, gdyż było zimno i żadnej z dziewczyn nie chciało się tyle stać w sukienkach. Ja doszłam do domu cała mokra. Ala “niechcący“ popchnęła mnie w boka tak, że wylądowałam na śniegu.
-Matko, zabiję ją. - powiedziałam wkurzona, kiedy Michał dawał mi swoje rzeczy do ubrania. - Dziękuje Ci bardzo. Naprawdę. - odpowiedziałam i biorąc od niego ubrania dotknęłam jego ręki. Spojrzałam na niego, on na mnie. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Szybko wzięłam rzeczy i poszłam się przebrać.